Cykle Kondratiewa

Dzisiejszy wpis w wielkim skrócie i do późniejszej edycji.

Dokładnie 142 lata temu Karl Marx opublikował „Kapitał”. To co dzieje się teraz w państwach kapitalistycznych zmierza w podobnym kierunku jak w drugiej połowie XIX wieku. Przypomniały mi się słowne utraczki z Rogerem Cotterellem, moim wykładowcą socjologii prawa, który był zaciekłym marksistą. Nie cierpiałem go, a i on pewnie za mną nie przepadał. Miałem nadzieję, że razem z Marksem będę mógł wyrzucić go z pamięci. Dziś jednak powrócił i, jak widzę, zrobił karierę akademicką na QMC.

Ale do rzeczy. 142 lata/2= 2 cykle Kondratiewa. Tak mi się na szybko skojarzyło i wygląda na to, że coś jest w tej teorii.

Cykl Kondratiewa
Cykl Kondratiewa

Wykres z Wikipedii

Jeśli więc cykle mają zastosowanie w rzeczywistości, a do tej pory miały, artykuły o końcu recesji wydają się lekko przedwczesne 😦

Nowa ekonomia?

Ostatnie kilka lat było bardzo dobre dla większości polskich biznesów. Kryzys 2008 roku nie uderzył nas tak ostro jak np. na Łotwie czy w Islandii. Przy lekturze nagłówków gazet wydawać by się mogło, że kryzys się już kończy i że udało się nam w Polsce prześliznąć bokiem. Niestety nie jestem pewien czy możemy być aż tak optymistycznie nastawieni.

Powodów jest wiele. Począwszy od deficytów budżetowych, poprzez sekwencyjne reakcje poszczególnych rządów, psychologię tłumu, tysiące innych przyczyn i skutków, na restrykcyjnych zmianach wprowadzanych do polityk kredytowych banków kończąc.

Wśród tych negatywnych faktów gospodarczych jest też jeden pozytywny. Prawdopodobnie zaczyna się nowa era. Rewolucja, która zmieni model biznesu jaki znamy. Niestety, ta pozytywna zmiana spowoduje, że wiele tradycyjnych biznesów wyginie jak dinozaury. Jesteśmy bowiem świadkami tworzenia się nowej ekonomii, która kiełkuje na zgliszczach przedostatniego kryzysu spowodowanego pęknięciem bańki .com i która ma szansę przyśpieszyć swój wzrost dzięki przetrzebieniu biznesowego lasu przez ostatni kryzys bankowy.

Pierwszy pojawił się offshoring. Spowodował drastyczne przyśpieszenie globalizacji i radykalną zmianę w myśleniu menedżerów wielkich korporacji. Spowodował też przyśpieszony wzrost gospodarek państw rozwijających się. Wyłapał to Tom Friedman w książce „Świat jest płaski”

Kolejne kiełki zaczęły rozkwitać w sferze techniki i technologii. Postęp w tej dziedzinie jest tak szybki, że większość z nas pozostaje w tyle. By jako tako za tym postępem nadążyć, konieczna jest radykalna zmiana w myśleniu. Zmiana na tyle głęboka, że wywołuje w nas olbrzymie opory. Wymaga bowiem również zmiany systemu wartości. Za przykład może posłużyć tu choćby zmiana podejścia do eutanazji i ostatnie wyroki sądu najwyższego w Wielkiej Brytanii. Postęp w medycynie powoduje, że w społeczeństwach wysokorozwiniętych co roku wydłuża się o kwartał oczekiwany okres dożycia. Jeśli więc przeżyję jeszcze 40 lat, to statystycznie żyć będę jeszcze dodatkowe 10. Dzięki spodziewanym postępom w naukach medycznych zaczynam mieć szanse na życie wieczne. To dość rewolucyjna zmiana w systemie wartości większości z nas.

Dorasta też pierwsze pokolenie wykształcone w dobie powszechnego internetu. Pokolenie to ma inne oczekiwania i inny poziom wiedzy. Pokolenie, które w swoim rozwoju nie potrzebuje tradycyjnych autorytetów. Zamiast tego siada przy komputerze, bądź wyciąga komórkę i zdobywa potrzebną wiedzę poprzez google, wiki i portale społecznościowe.

Patrząc na zachodzące zmiany, zaczynam czuć się jak jeden z bohaterów książeczki Spencera Johnsona „Kto ukradł mój ser?” Dodam tylko, że chcę się raczej identyfikować z tym bohaterem, który wyrusza w labirynt w poszukiwaniu nowego magazynu sera.

Większość z nas odrzuca docierające do nas komunikaty o nowej ekonomii. Społecznie zachowujemy się jak poddani w bajce Andersena „Nowe szaty cesarza”. I tak jak w tej bajce, potrzeba nieświadomego dziecka, które wykrzyknie, że król jest nagi. Sukces Google, Wikipedii, czy Skype już dawno obnażyły tradycyjnych inkumbentów, a my udajemy, że tego nie zauważamy.

Kolejne drzewo kiełkujące w marketingu zauważone zostało w książce Chrisa Andersona „Free. The Future of a Radical Price” . Zachęcam do pobrania audiobooka ze strony autora tutaj:

a ja wybieram się na popołudniową przejażdżkę rowerem

Powrót protekcjonizmu?

Na Bloombergu pojawił się właśnie artykuł o wprowadzeniu 35% cła na import chińskich opon.

Czy rozpocznie to nową spiralę protekcjonistycznych działań? Wyobraźmy sobie teraz taki scenariusz – Chiny w odwecie wprowadzają cła na amerykańskie oprogramowanie. Amerykanie w odwecie wprowadzają wysokie cła na komputery. W którymś momencie Chiny rezygnują z USD jako waluty rozliczeniowej i wycofują się z finansowania deficytu w USA. Czy taki scenariusz jest możliwy?

Czy dzisiejszy dzień wejdzie do kalendarza jako koniec epoki wolnego handlu?

Na pewno nie pomoże to w zakończeniu negocjacji Doha pomiędzy USA i Chinami. I jeszcze jedna refleksja. Czy w zamian za tym działaniem nie pojawią się cła na usługi i produkty z Indii, Brazylii i innych bardziej konkurencyjnych krajów? Podejrzewam, że amerykańscy lobbyści poświęcili już weekend i ostro zabrali się do pracy.

„Call Girls” w Krynicy

Ten prowokacyjny tytuł książki Artura Koestlera odzwierciedla moje odczucia przy obserwacji XIX Forum Ekonomicznego w Krynicy. Z konkurujących paneli najciekawiej prezentuje się obecnie Forum Energetyczne, choć dotychczasowi prezenterzy wydają się być najbardziej zainteresowani ustawą kominową.

W panelu który chciałem obserwować „Makroekonomia” jak na razie wieje nudą. Towarzystwo wzajemnej adoracji zamiast skoncentrować się na istotnych problemach dokonuje nieudolnych autoprezentacji.

Organizatorzy Forum potrafili ściągnąć wspaniałe osobistości. Niestety, stworzyli im warunki, które przypominają akademię szkolną z lat 70-tych. I tak zaprzepaszczono kolejną szansę na promocję naszego kraju.

I kolejna refleksja – czy w naszym kraju naprawdę tak trudno poprosić prezesów największych spółek o przygotowanie profesjonalnych prezentacji na określony temat?  Czy też mamy wysłuchiwać wypowiedzi „Jak Kali ukraść krowę to dobrze, jak Kalemu ukraść krowę to źle” – cytuję dosłownie wypowiedź jednego z prezesów! I wszystko to na forum, które chce gonić Davos.

Zakończę dość dyrektywnym i gorzkim komentarzem – organizatorom polecam wejście na stronę TED by wzorować się na nowocześniejszej formule spotkania; prezesom polecam wyjazd na jakieś dobre szkolenie z umiejętności prezentacji bądź wystąpień publicznych. Jedyna nadzieja, że uczestnicy ściągnięci z innych krajów uzyskają jakąś wartość dodaną w kuluarach

Forum ekonomiczne w Krynicy

Wczoraj rozpoczęło się XIX Forum Ekonomiczne w Krynicy. Niestety muszę skonstatować, że jesteśmy daleko w tyle za Davos. Przypomina mi się powieść Artura Koestlera „Call Girls„. Co prawda akcja książki toczy się na konferencji naukowej, ale opisane w niej mechanizmy mają chyba zastosowanie do tego, co dzieje się dziś w Krynicy.

Wielka szkoda, że organizatorzy Forum są tak mało innowacyjni. Krynica dziś przypomina Davos sprzed 20 lat. A przecież można byłoby choćby wzorować się na TED i wydarzenie byłoby znacznie ciekawsze. Jak to opisała Gazeta Wyborcza

„Dobrze się stało, że premier Kaczyński nie przerwał tradycji otwierania przez polskiego prezydenta lub premiera Forum w Krynicy, i to zawsze w dobrym towarzystwie. To nadaje rangę temu „zbiegowisku próżności”, które, już bez ironii, stanowi dziś jeden z jaśniejszych i najbardziej skutecznych instrumentów polskiej polityki zagranicznej”.

Ten cytat chciałem pozostawić bez komentarza, ale jednak zmuszony jestem by coś napisać. Przez cały dzień eksperymentowałem z innym blogiem wysyłając komentarze na bieżąco. Pora je chyba jednak zebrać w jednym miejscu. Poniżej główne wnioski:

  1. Misja i ranga imprezy – Forum w Krynicy odniosło niebywały sukces w przeszłości. Rzeczywiście stało się jedną z najważniejszych imprez gospodarczych w regionie. Strategia naśladownictwa Davos sprawdziła się w pierwszych latach funkcjonowania. Niestety, organizatorzy spoczęli na laurach i pomimo doskonałego zespołu, wydaje mi się, że ranga imprezy słabnie. Nie zauważono, że forum w Davos zmieniło strategię działania. Oprócz tradycyjnego zlotu polityków i rekinów biznesu w szwajcarskim kurorcie, forum podbija od 3 lat Chiny i Indie. Nie zdziwiłbym się, gdyby w niedalekiej przyszłości okazało się, że odbywa się kolejna, środkowo-europejska edycja w Kijowie, Pradze bądź w Wiedniu – czy Krynica będzie w stanie konkurować? Obawiam się, że będzie trudno.
    Problem forum tkwi chyba w jego misji “Budowanie przyjaznego klimatu dla rozwoju współpracy politycznej i gospodarczej pomiędzy państwami Unii Europejskiej i ich sąsiadami. W wypełnianiu swojej misji Forum jest niezależne i bezstronne”. Poprzez swoje ostatnie zdanie misja jest co prawda poprawna politycznie, ale wydaje mi się, że jest niestety bezpłciowa i niedookreślona. Gdy organizowano pierwsze forum na początku lat 90-tych misja ta była bardziej adekwatna, ale teraz powinna zostać przeformułowana. Polska jest członkiem EU od 5 lat. Współpraca polityczna odbywa się na poziomie Brukseli. Nasi sąsiedzi, nie będący członkami EU, też raczej nie zamierzają wykorzystywać Krynicy do budowania swoich relacji politycznych i gospodarczych. Do Krynicy nie przyjeżdżają już czołowi politycy ze Wschodu. Raczej możemy liczyć na byłych polityków. I wreszcie chyba najważniejszy punkt w odniesieniu do misji. Powinna ona stanowić wyzwanie dla organizatorów, a nie kolejny przyczynek do poklepania się po plecach i odhaczenia kolejnej edycji konferencji.
  2. Lekcja organizacji – Świat poszedł do przodu od pierwszego forum. Ja mam wrażenie, że dla organizatorów czas się zatrzymał. Panele przypominają szkolne akademie z lat 70-tych. Zamiast wykorzystać np. formułę TED, w spotkaniu panelowym królują stoły prezydialne. Zamiast wykorzystać feed z kamer do projekcji na większym ekranie, zdarzają się takie wpadki jak wyświetlanie reklamy Orlenu w trakcie prezentacji premiera Aznara – osobiście uznałem to za dość duży nietakt. Należałoby także zatrudnić profesjonalnych moderatorów. Największą wpadką było podsumowanie wystąpienia prezesa LOT przez moderatorkę panelu, która powiedziała coś w tym stylu: „wszyscy poprzedni prezesi LOT mówili, że prowadzą restrukturyzację, a prezes Mikosz ją zaczął. Nie można mu jednak zaufać, bo nigdy tego nie robił„. Podsumowując, muszę stwierdzić, że błędów było wiele.
  3. Jakość wystąpień – tu jestem najbardziej rozczarowany. Wszak występują osoby, które powinny mieć opanowane techniki wystąpień publicznych… jakość była bardzo zróżnicowana. I tu kolejna pretensja do organizatorów, bo powinni chyba byli zastosować inny klucz doboru do poszczególnych paneli. Na pewno nie powinni byli dopuszczać osób, które zasiadając przy stole prezydialnym dłubały w nosie, zasypiały czy mówiły bez sensu i nie na temat. Na plus pozostały mi w pamięci tylko następujące nazwiska: Olechnowicz, Chałupiec, Morawiecki. O minusach nie będę pisał, bo nie chcę się już wieczorem ponownie denerwować.


Spiskowe teorie dziejów

Przed 11 września coraz więcej osób szuka w googlu informacji o spiskowych teoriach dziejów. Zastanawiam się, czy ma to coś wspólnego z rocznicą ataku na WTC, czy może bardziej w związku z publikacją nowej książki Dana Browna.

Tak na marginesie – jedna z najciekawszych spiskowych teorii dla ekonomistów i finansistów opisana została w książce Jima Marrsa „Oni rządzą światem” Dla tych, którzy wolą mniej faktów a więcej fabuły polecam „Wahadło Foucaulta” Umberto Ecco. Pamiętam, że przy pierwszym czytaniu pojechałem nawet na weekend do Paryża by na własne oczy zobaczyć Musée des arts et métiers do którego wchodziło się wtedy przez kościół.  Pamiętam moje zdziwienie gdy w drodze do ołtarza umieszczona była ekspozycja wiekowych pojazdów. Nad głową mogłem podziwiać pierwsze samoloty podwieszone pod sufitem. Teraz do muzeum wchodzi się przez nowoczesny budynek. Gdyby nie Umberto Ecco pewnie bym tam w ogóle nie trafił.

A więc jeśli ktoś jest zainteresowany polecam lekturę tych książek:

Wahadło Foucaulta
Wahadło Foucaulta
Oni rządzą światem
Oni rządzą światem

Zbrodnia i kara

Jak podaje BBC rozpoczęła się właśnie licytacja majątku Berniego Madoffa. To co wystawiono na sprzedaż można obejrzeć tutaj. Ja oglądałem ostatnio kilka filmów o Madoffie i jego „Ponzi scheme”.

To co mnie uderzyło najbardziej, to totalne ignorowanie faktów przez inwestorów, regulatorów, kontrolerów, dziennikarzy i analityków.

Mądrość pojawia się dopiero po czasie…

Jedna z analityczek powiedziała w trakcie wywiadu, że zastanowił ją fakt, że wszystkie transakcje Madoffa realizowane były po najlepszym kursie dnia. Zamiast zadać proste pytanie, zignorowała po prostu ten fakt i założyła, że Madoff korzysta u uprzywilejowanej informacji. Domniemała, że transakcje były poprawne i nie kwestionowała swojego mentalnego przekonania. A przecież transakcje w oparciu o „insider knowledge” są również złamaniem prawa.

Zastanawia mnie asymetria prawa. Madoff już odsiaduje swoją karę, a tysiące profesjonalnych doradców i analityków czuje się pokrzywdzonymi. A przecież „zbrodnia” Madoffa nie byłaby możliwa bez ich dwuznacznego przyzwolenia. Wiedzieli przecież, że bez złamania prawa wyniki Madoffa nie byłyby możliwe do uzyskania. Powinni chyba trafić do instytucji penitencjarnych w ślad za swoim bohaterem.

I teraz dlaczego o tym piszę. Od ładnych kilku lat pewien polski bank nagminnie łamie prawo. Co roku wykazuje zyski, a rzeczywiste straty księguje na pomniejszenie kapitałów. Co roku sprawozdania finansowe są dla czytającego lekcją kreatywnej księgowości i sprawozdawczości. I jakoś nikt tego oficjalnie nie zauważa. Biegli rewidenci, nadzór bankowy, KNF – przez lata przymyka oko i nie zauważa tych strat. Czy i w Polsce będziemy mieli swojego Madoffa?