Pechowa 13-ka?

piątek 13-go

Mamy dziś piątek 13-go! Dla kogoś zapewne będzie to pechowa trzynastka, nawet jeśli nie jest przesądny.

Co jakiś toczę boje ze sprzedawcami, którzy próbują mi coś sprzedać przez telefon. Dziś zadzwonił pan Daniel O. który przedstawił się i powiedział, że dzwoni z instytucji finansowej z wyjątkową ofertą. Nie zdradził z którego banku dzwoni, choć mnie wyświetliła się nazwa. Nawet nie chciało mi się stawać w szranki. Poprosiłem o przełączenie na kierownika zmiany.

Po pięciu minutach ciszy w słuchawce odezwała się pani Jagoda K. Przedstawiła się profesjonalnie i trochę zdębiała, gdy wyjaśniłem sytuację i zapytałem, co zamierza mi zaoferować jako rekompensatę za stracony czas. Nie słyszała bowiem o Dyrektywie 2002/58/WE i o ostatnich wyrokach zapadających w sądach innych państw Unii Europejskiej. U nas chyba jeszcze nie zostało to przetestowane, natomiast w Wielkiej Brytanii były ostatnio dość ciekawe przypadki.

W jednym z przypadków, pewien doradca wysłuchiwał spokojnie całej oferty, po czym wystawiał firmie fakturę za swój czas. Standardowa stawka za jego usługi wynosiła 500 GBP za godzinę, przy czym fakturował tak jak prawnicy – po 50 GBP za każde rozpoczęte 6 minut. Im bardziej nachalny był sprzedawca i im bardziej udowadniał, że nie potrafi słuchać, tym dłużej trwała rozmowa.

Najciekawsze jest to, że firmy sprzedające przez telefon (większość nie respektuje dyrektywy) muszą teraz płacić i to nie tylko kilkaset funtów za fakturę, ale po kilkadziesiąt tysięcy za zwrot kosztów procesowych. Dobre kancelarie prawne są bowiem dość drogie i nawet prosty proces może kosztować kilkadziesiąt – kilkaset tysięcy.

I teraz pytanie – testować czy nie?

Pani Jagoda obiecała, że porozmawia ze swoim szefostwem. Poczekam trochę i zobaczę czy będzie jakiś odzew. Choć coś mnie korci by przetestować.

10 myśli na temat “Pechowa 13-ka?”

  1. Mirek,
    i tak jest nieźle, że do kogokolwiek Cię przełączyli. Generalnie sprzedaż telefoniczna to mój konik, ale to co wyprawiają niektóre telecentra sprzedażowe ze sprzedażą nie ma nic wspólnego. Ostatnio pisałem tekst na bloga o tym dlaczego nie warto denerwować się na samych telemarketerów. Wniosek był taki, że oni są najmniej winni całej sytuacji.
    Pozdrawiam,
    Artur

    1. Artur, wiem że telemarketerzy muszą czytać skrypty i generalnie mają niskopłatną i stresującą pracę. Im mogę co najwyżej polecić http://youtu.be/k7FYR72mr0E

      Ale tu chodzi o rozwiązanie systemowe – ja zastrzegłem sobie, że nie wyrażam zgody na przetwarzanie moich danych do celów marketingowych i tylko to mnie denerwuje, że bank działa niezgodnie z prawem.

      1. Mirku,
        żeby wyjaśnić – mój komentarz absolutnie nie oznaczał, że w moim mniemaniu masz pretensje do telemarketera. Jeszcze tak w kwestii uzupełnienia. Najczęściej duże korporacje (być może również Twój bank) zlecają akcje telemarketingowe na zewnątrz, a już szczególnie te sprzedażowe. Jest to o tyle wygodne, że to firma X obsługująca zlecenie łamie prawo, a nie sam zlecający.Do tego dochodzi jeszcze problem skąd firma X bazę pozyskała. Sami, bardzo często nieświadomie zgadzamy się na przetwarzanie naszych danych osobowych dla różnych celów. Takie bazy są przedmiotem późniejszej sprzedaży z call center do call center. Mogłoby się okazać, że firma X ma Twój numer w bazie zupełnie z innego źródła niż od banku, w którym to cofnąłeś zgodę. Niestety równie prawdopodobny jest także bałagan w bazach, jak i zignorowanie Twojego braku zgody😉
        Pozdrawiam,
        Artur

      2. Artur, to temat rzeka, bo dyrektywa unijna zobowiązuje państwa członkowskie do zapewnienia systemowego, że na zastrzeżone numery telefoniczne nikt nie zadzwoni.

        Z innej bajki, poczytałem Twojego bloga. Choć uważam, że telemarketing powinien był już jakiś czas temu podzielić los telegrafu, teleksu i konnych dyliżansów, to blog mi się podoba. Specjalizacja jest OK, ale mam wrażenie, że w innych obszarach sprzedażowych miałbyś znacznie większy potencjał.

      3. Mirku, dziękuję za miłe słowa.
        Wydaje mi się, że telefon będzie wykorzystywany w sprzedaży jeszcze przez długi okres czasu. Pomijając już typowy telemarketing (akwizycyjny, na dużą skalę), chociażby w postaci działów sprzedaży telefonicznych na własny użytek, w ramach poszczególnych przedsiębiorstw. Tak czy siak, starałem się znaleźć jakąś niszę dla siebie – lecz czy to był słuszny wybór, jeszcze się okaże. Jeśli mogę spytać, co rozumiesz pod pojęciem inne obszary sprzedażowe? Jako osoba z dużo większym doświadczeniem niż ja, być może widzisz jakieś obszary, na które warto zwrócić uwagę? Szczerze mówiąc, ja ciągle jeszcze szukam swojej drogi.
        Pozdrawiam,
        Artur

      4. Artur,
        To dłuższa historia i chyba pisałem już o tym (choć nie jestem pewien czy na tym blogu). Dziś na pewno nie odpowiem wyczerpująco, ale możemy wrócić do tego tematu.

        W skrócie tylko:

        akwizycja prospektów – są lepsze narzędzia niż telefon (ot choćby google search, portale społecznościowe i real time data mining – trzy pierwsze lepsze dynamicznie rozwijające się substytuty dla telefonu)

        badanie potrzeb klienta – vide nowe narzędzia przy definiowaniu prospektów i rynku docelowego. Najlepsze firmy wiedzą teraz o potrzebach klienta zanim on sam będzie świadomy (przykład z USA, gdy córce jakiegoś gościa zaczęto przysyłać oferty na ciuchy dla niemowlaków na dwa miesiące zanim sama połapała się, że jest w ciąży; supermarket zauważył zmianę smaku charakterystyczną dla jej stanu)

        finalizacja – tam, gdzie będzie ona potrzebna, na pewno nie przez telefon!

        I wreszcie na koniec Cię ucieszę nieco – po prawie 30 latach pracy zawodowej ja też ciągle szukam swojej drogi🙂 I to chyba jest najciekawsze w naszych zawodach🙂

      5. Dziękuję za odpowiedź.
        Do tematu chętnie bym wrócił. Równie chętnie spróbowałbym bronić sprzedaży telefonicznej. Szczerze mówiąc w obecnych realiach nie widzę możliwości wyparcia i zastąpienia telefonu w pełni, przez podane przez Ciebie narzędzia – jeszcze nie teraz.
        Zainteresowałeś mnie natomiast nowymi narzędziami do badania potrzeb klientów. Zgłębię temat.
        Dziękuję za ciekawą dyskusję i życzę dobrej nocy. Wystarczy mi na dziś bycia online😉
        Artur

    1. Też kiedyś tak myślałem, ale oni mają jakieś automaty zainstalowane i sprzedawcy widzą chyba z kim rozmawiają dopiero w momencie połączenia… Jeśli tylko się rozłączysz, to zwiększy się intensywność dzwonienia.

      Trzeba dotrzeć do osoby, która usunie numer telefonu z bazy danych, a to już nie jest takie łatwe. Jakieś pół roku temu udało mi się zniknąć dla ich telemarketerów po interwencji przez stronę na fb… teraz jednak chyba coś się zaktualizowało i telefony zaczęły się ponownie, albo telemarketer wykazał własną inicjatywę przeglądając jakąś bazę…

      Co do dyrektywy i spraw sądowych – w ub. roku Richard Herman wystawił fakturę i pozwał jedną firmę. Dostał dość sowite odszkodowanie w ramach ugody pozasądowej. http://www.bbc.co.uk/news/business-20068927

      W tym roku sprawy idą dalej

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s