Facebook – rynek docelowy

W piątek ogłosiłem konkurs na wycenę Facebooka – do dziś zgłosiło się 9 osób. I choć zamierzam ufundować dość wartościową nagrodę (a właściwie nagrody, bo zakładam, że będą i nagrody pocieszenia), to jest to stosunkowo niewielka ilość uczestników.

Zgłaszać można się jeszcze do piątku 10 lutego. By Was zachęcić do udziału obiecuję pewną pomoc – przez tydzień będę pisać o Facebooku i o modelach wyceny. To naprawdę nie jest aż tak bardzo skomplikowane, jak mogłoby się wydawać. Nawet jeśli nie uda się Wam trafić z ceną, to biorąc udział w konkursie, możecie się dużo nauczyć – nie tylko o wycenie, ale też o przedsiębiorczości, o zarządzaniu, o inwestowaniu i o wielu innych aspektach biznesu.

Zapraszam do udziału!

A teraz zgodnie z zapowiedzią, podpowiedź pomocna przy konstrukcji modelu dochodowego.

Budując model wyceny przedsiębiorstwa metodą dochodową musimy zacząć od prognozy sprzedaży. Dlatego też musimy poszukać odpowiedzi na pytanie – Kim są klienci Facebooka (zarówno ci obecni, jak i wszyscy potencjalni) i jak Zuckerberg zamierza wygenerować na nich przychody?

Dziś podpowiedź odnośnie pierwszej części powyższego pytania.

Facebook ma trzy grupy klientów: (1) użytkowników, aktywnie korzystających z portalu i (2) reklamodawców usiłujących do nich dotrzeć i (3) deweloperów aplikacji, którzy przy pomocy FB chcą zbudować swoje własne biznesy. Nie wykluczam, że w głowie Zuckerberga pojawiły się już inne grupy potencjalnych klientów, ale na razie nie mamy żadnych przesłanek, by umieszczać je w naszym modelu.

Zgodnie z zapowiedzią w memorandum informacyjnym, Mark Zuckerberg ma misję by przekonać wszystkich użytkowników internetu do korzystania z Facebooka. Ilu ich jest i ilu będzie – oto jest pytanie, na które musicie znaleźć odpowiedź konstruując założenia do modelu.

Na dziś podpowiem Wam, że wedle w miarę świeżych danych cyfry prezentują się następująco:

Populacja świata – 6 930 055 154
Użytkownicy internetu – 2 095 006 005
Użytkownicy Facebooka – nieco mniej niż połowa użytkowników internetu, przy czym aktywnie korzystających – około 850 milionów (miesięcznie) lub 450 milionów (codziennie).

Liczba użytkowników Facebooka miesięcznie

Reklamy

18 myśli na temat “Facebook – rynek docelowy”

    1. mgl – niestety, nawet angielska Wikipedia zarzuca Twojemu linkowi, że napisany jest jak artykuł reklamowy. Jeśli rzeczywiście wyjdzie im projekt i wypuszczą satelity, to prawdopodobnie FB będzie łatwy do zaadoptowania przez wykluczonych cyfrowo… Wydaje mi się, że jak na razie znacznie większe szanse ma Facebook mobilny i sieci komórkowe… Zwłaszcza, że za 10 USD mieliśmy dostęp do internetu przez komórkę prawie wszędzie tam, gdzie są skupiska ludności w RPA i w Namibii… i było to już ładnych parę lat temu.

  1. O tym, że reklamowo facebook to marna inwestycja pisałem w komentarzu do poprzedniego posta, kwestia tego, że reklamodawcy idą siłą rozpędu i jeszcze tego nie zauważyli. To co daje efekty reklamowe na facebooku to jednocześnie to, na czym FB nie zarabia, czyli interesujący, aktywny profil. Klasyczne reklamy są natomiast skrajnie nieskuteczne w porównaniu choćby z reklamami w google.

    Co do tego, czy reklamodawcy się nie przejmują, oj przejmują się, przynajmniej ci świadomi, ponieważ jest kluczowa różnica między reklamą, która trafia do 1,5 miliona userów, a reklamą która trafia do 1,5 miliona botów kontrolowanych przez jednego usera. Nieświadomi jeszcze lecą siłą rozpędu, ale jak każdy rozpęd, z czasem się wytraci.

    Również co do spamu nie jestem z Tobą tak zgodny, to co zostało w zakresie spamu ograniczone, zostało głównie osiągnięte IMO przez ustawodawstwo poszczególnych krajów. A większość osób i tak dostaje dużo więcej spamu, kwestia tego jak/gdzie udostępniają swój mail.

    1. Artur,

      Najnowsze posty na początku, przy czym jeśli odpowiadasz na jakiegoś posta, to komentarz trafia poniżej postu komentowanego.

      3,5 miliarda USD przychodów z reklamy w ostatnim roku, to naprawdę niezłe osiągnięcie! Nie chodzi przy tym o typową reklamę polegającą wyświetleniu banera, ale o rekomendacje użytkowników – o przycisk „lubię to” i o dostęp do danych o użytkownikach o ich preferencjach, o tym co lubią…

      Boty same się spalą, a rzeczywistych użytkowników stale przybywa. Wydaje mi się, że problem fałszywych profili można śmiało zmarginalizować, bo zmieszczą się one w granicach błędu statystycznego.

      Cała bitwa idzie o użyteczność dla korzystających z FB i o zmuszenie ich do częstszych odwiedzin i do podejmowania konkretnych działań. Krokiem milowym dla FB było umożliwienie publikowania zdjęć bez limitu, w sposób łatwy i przyjemny. Gdy wiem, że mogę wrzucić na fejsa zdjęcie z mojej komórki – natychmiast i potem ściągnąć je na komputer albo oglądać z dowolnej lokalizacji na świecie, to jest to użyteczność bezcenna. Im więcej zdjęć wrzucę, tym bardziej będę od FB uzależniony i tym trudniej będzie mi zlikwidować profil. Prawdopodobnie za czas jakiś pojawią się opłaty za korzystanie bez ograniczeń, tak jak działo się to z innymi serwisami zdjęciowymi. Nawet jeśli opłaty będą drobne, np. 1 dolar miesięcznie, to nawet jeśli skorzysta z tej funkcji tylko część użytkowników (z zakładanych dwóch miliardów), to i tak przychody będą bardzo znaczne. Ale to inna bajka.

      Na razie mantrą globalnych korporacji jest zdobycie jak największej ilości like’ów na FB i jak na razie płacą za to bardzo chętnie – co widać po dynamice przychodów Facebooka. Rosną też przychody od deweloperów aplikacji – tu akurat wygenerowane za pośrednictwo w przyjmowaniu płatności. Zanim się połapiesz, Facebook może być największym pośrednikiem handlowym, zostawiając w tyle Amazona i Apple. Nie sądzę, by Facebook był bańką – taką jak Groupon – Zuckerberg ma misję i nie chodzi mu tylko o kasę. Owszem, będą mieli masę problemów po drodze, ale wydaje mi się, że możesz śmiało założyć, że przez najbliższe 10 lat Facebook będzie brylował wśród największych korporacji. Tak jak pierwsza dekada XXI wieku była dekadą Google, tak druga dekada będzie dekadą Facebooka. Możemy wrócić do tej konwersacji za 10 lat i jakoś dziwnie jestem spokojny, że nie będę musiał tych słów odszczekiwać. Owszem, do końca tej dekady zobaczymy wiele nowych produktów i usług, ale FB był we właściwym czasie i we właściwym miejscu. Nikt już mu chyba tego miejsca nie odbierze. Kolejne rewolucje zobaczymy zapewne w dekadzie trzeciej.

      1. Ewidentnie mamy inne podejście co do kwestii choćby fałszywych profili, co będzie mocno wpływało na nasze oceny i nie wydaje mi się tutaj, żeby udało nam się to łatwo pogodzić, zwłaszcza na takiej płaszczyźnie jak posty na blogu, stąd zgadzam się, że poczekamy, zobaczymy, sam jestem również dość spokojny co do trafności swoich ocen w tym zakresie.

        Zdecydowanie nie widzę natomiast sensu w argumentacji p.t. „facebook nie jest bańką, bo zuckenberg ma misję” – misja nie czyni biznesplanu firmy ani odrobinę skuteczniejszym, nie sprawia, że firma ta ma specjalnie większe szanse na rynku. Ludzi z misją znajdziesz na świecie miliony, jesli nie miliardy. Fakt ich pewnego procenta wśród osób, które sukces osiągnęły to nic innego, jak czysta statystyka + tzw. survivor bias.

      2. Artur, jak ja lubię z Tobą dyskutować 🙂

        Owszem, być może moje stwierdzenie o misji było zbyt wielkim skrótem myślowym, ale wydawało mi się, że trochę mnie już poznałeś i że pewne rzeczy złapiesz bez zbyt szczegółowych wywodów. Może narażę się na krytykę, ale ponownie odpowiem Ci skrótowo – Gladwell i Anderson!

      3. Poznać, poznałem, podobnie jak Ty mnie zresztą, natomiast przy okazji dyskusji o misji chyba już mieliśmy okazję debatować i mieliśmy tam dość odmienne podejście jednak.

        Gladwella lubię i cenię, natomiast nie widzę jak jego artykuły i książki odnoszą się do misji i sukcesu firmy, natomiast nie wiem o którego Andersona Ci chodzi, stąd tu się nie odniosę.

      4. OK. Doprecyzuję nieco – Gladwell – The Tipping Point, Anderson – Free. The Future of Radical Price.

        Co do misji – Cóż, musisz chyba przyznać, że Zuckerberg różni się nieco od milionów osób posiadających własne misje… choćby tym, że podróżuje swoim własnym odrzutowcem. Albo tym, że prezydent USA chwali się, że zmusił go do założenia garnituru…

      5. Gladwell – The Tipping Point – wciąż nie widzę jak tipping point miałby być argumentem za misją jako przewagą w biznesie.
        Anderson – Free. The Future of Radical Price -dodaję do listy.

        „Co do misji – Cóż, musisz chyba przyznać, że Zuckerberg różni się nieco od milionów osób posiadających własne misje… choćby tym, że podróżuje swoim własnym odrzutowcem. Albo tym, że prezydent USA chwali się, że zmusił go do założenia garnituru…” – Przyznaję, tylko to jest argument PRZECIW misji, a nie za nią – bo pokazuje, że misja nie daje tej przewagi, którą postulujesz. Chyba, że argument brzmi – „dopiero po osiągnięciu pewnego minimalnego progu, dość wysokiego, misja daje określoną przewagę”, ale wtedy miałbym duze wątpliwości co do możliwości sprawdzenia takiej tezy. A mówiąc też nieco przewrotnie – James Arthur Ray rzekomo też miał misję i nie chodziło mu niby tylko o kasę… 😉

        Dodatkowo co do Zuckerberga pojawia się silne pytanie o survivor bias w ogóle – tzn. czy gdyby teraz, od zera i bez korzyści z nazwiska startował z czymś nowym, to odniósłby nawet nie podobny sukces, ale sukces w ogóle? Tu ze swojej strony polecam, jeśli nie znasz, Nassima Taleba i jego argumenty – on akurat odnosi je do giełdy, ale równie trafnie można je wskazać odnośnie wszelkiej działalności. Naturalną ludzką sklonnością jest uznawać, że to w Zuckerbergu jest coś wyjątkowego, ale to z większym prawdopodobieństwem jedynie błąd poznawczy.

      6. Odpowiadając na Twój komentarz, znów odpowiem w skrócie – Gladwell, Outliers.

        Był we właściwym miejscu, we właściwym czasie i z właściwym produktem. Trafił też na właściwych ludzi w procesie budowania biznesu. Gdyby się urodził 5 lat wcześniej albo 5 lat później, to prawdopodobnie takiego sukcesu już by nie odniósł. W momencie, gdy zaczął tworzyć FB był już MySpace, który akurat wtedy został doszczętnie schrzaniony przez Murdocha z chęcią natychmiastowej konwersji na reklamę. Teraz FB przekroczył punkt przełomowy i raczej trudno będzie tę maszynę zatrzymać. Kluczowe czynniki sukcesu – dobry produkt, rewelacyjna COO (która tak naprawdę prowadzi teraz całą firmę), świetni programiści i kolejka chętnych do pracy w firmie Zuckerberga (młodych, zdolnych i ambitnych), nie wspominając o 3,5 miliarda dolarów w gotówce i kontaktach Zuckerberga i jego ekipy. Dodaj do tego szefów globalnych korporacji, którzy uwierzyli, że jeśli firmy nie ma na Facebooku to tak jakby nie istniała… i tak mógłbym wymieniać dalej.

        Co do Taleba, to ciekaw jestem do czego się odnosisz – mogę tylko podejrzewać, że chodzi Ci o Czarnego Łabędzia, bo FB spełnia wszystkie 3 kryteria. Tak ad rem, czytałem już ostatnią książkę Taleba – Antifragility. Co prawda jeszcze w manuskrypcie i być może wydawca dokona znaczących zmian edycyjnych, ale jest dosyć ciekawa. Niestety rynek całkowicie niszowy, dlatego nie będziemy chyba walczyć o prawa do jej publikacji po polsku. (chyba, że mnie przekonasz, że osób takich jak Ty jest w naszym kraju kilka tysięcy :))

      7. Do Taleba odnoszę się raczej do idei, przedstawionej w obydwu książkach, choć bardziej w Ślepym Trafie/Fooled by Randomness, tzw. survivor bias i hindsight bias, kwestii oceniania człowieka po efektach, bez brania pod uwagę czynników losowych.

        Czy FB przekroczył punkt przełomowy – właśnie nie jestem tego taki pewien (choćby biorąc pod uwagę malejącą liczbę userów na zachodzie, o czym już mówiliśmy – jasne, teraz może narosnąć w azji dla równowagi, ale to tymczasowe, bo ten sam proces który wygania ludzi na zachodzie, wygoni ich też w azji za jakiś czas), ale ponownie, to do dyskusji na przyszłość. Natomiast wciąż nie widzę tu kwestii misji, do której się odnosiłeś – to sensowne argumenty, niewątpliwie, możemy się różnić w sprawie ich oceny, ale w pełni akceptuje ich uzasadnienie, tylko nie widzę odwołania do misji.

      8. Artur, spodoba Ci się na pewno „Antifragility”. Taleb ciągle rozwija swoją teorię i w mojej ocenie jest jednym z ciekawszych myślicieli obecnego wieku. Zuckerberg znalazł się we właściwym czasie w Harwardzie, spotkał na swojej drodze właściwe osoby, a teraz – z takimi przychodami i z taką ilością gotówki musiałby być totalnym palantem by FB upadł.

        Tak, ma bardzo wiele szczęścia – zobacz choćby ten wpis https://miropress.wordpress.com/2011/09/11/facebookowa-rewolucja/ pkt. 1)

        Liczba użytkowników nie maleje – spada tylko dynamika przyrostu nowych. A pracownicy FB stale wycinają konta, które uważają za spamerskie, lewe albo w inny sposób naruszające reguły narzucone przez szefa i sztab jego prawników.

        Co do misji – uwierz mi, zadziała… I nie chodzi mi tu o misję w rozumieniu dokumentu firmowego, przepisanego z jakiegoś podręcznika do zarządzania. Mówiąc o misji, mam na myśli pierwotne znaczenie… Zuckerberg uważa się za misjonarza, który będzie szerzył ideę Facebooka. Nie musi budować tej firmy dla pieniędzy. Natomiast ma pod swoją kontrolą odpowiednio wielkie zasoby (finansowe i niefinansowe), by tą misję skutecznie propagować.

        W mojej ocenie Facebook przekroczył punkt krytyczny.

  2. Nie zdziwiłbym się również, gdyby duża część azjatyckiego rozwoju Facebooka opierała się na farmach informatycznych robionych pod kątem marketingu na zachód, tak jak to jest np. z grami MMO, gdzie azjatyckie „farmy” masowo produkują złoto, itp. na sprzedaż dla leniwych zachodnich graczy za realne pieniądze.

  3. Mirek, z tego co wiem dane, które podajesz o użytkowanikach facebooka nie biorą pod uwagę ogromnej ilości fałszywych kont na portalu.

    Dane z którymi się spotkałem szacują ilość fałszywych kont na między 10 a nawet 70% (np. użytkownicy mający kilka kont na Farmville, itp. żeby wspierać jedno główne). Znany jest przynajmniej jeden przypadek pojedynczej osoby mającej 1,5 miliona kont. Wiele agencji marketingu online również dysponuje dostłownie dziesiątkami, a nawet setkami tysięcy kont, używanych do budowania sztucznego tłumu i dowodu społecznego.

    1. Artur,

      Gdy jakieś 10 lat temu jeden z autorytetów odnośnie internetu zapowiedział, że problem spamu zniknie – nie mogłem mu uwierzyć. Raczej skłonny byłem sądzić, że „odleciał” w swojej prognozie, bo przecież widziałem na własne oczy, jak przyrastała mi ilość spamu w skrzynce pocztowej. Dziś muszę mu przywrócić cześć i chwałę, bo w mojej skrzynce ląduje zaledwie kilka (w porywach kilkanaście) spamerskich maili miesięcznie. Dla mnie problem spamu już zniknął i nie trzeba było do tego żadnych praw, kar i akcji policji.

      Podobnie jest chyba z Facebookiem – fałszywe konta wycinają stale i wydaje mi się, że problem zniknie szybciej, niż możemy się spodziewać. Zresztą Zuckerberg nie zarabia (JESZCZE!) na użytkownikach. Zarabia na reklamodawcach, a Ci zbytnio się nie przejmują czy czytani są przez fałszywy czy przez prawdziwy profil – przecież za fałszywymi profilami też stoją ludzie, którzy będą konsumować ich towary czy usługi…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s