Czy byłem prorokiem?

Poproszono mnie o zrealizowanie pewnego szkolenia strategicznego, którego program napisałem w 2008 roku.

Wprowadzenie do oferty wyglądało tak:

„Budowanie wartości firmy”

Kontekst szkolenia

Kreowanie i budowanie wartości Spółki jest niezwykle istotnym aspektem strategii, szczególnie w okresie niepewności, co do dalszego rozwoju sytuacji makroekonomicznej.

Ekonomiści nie są zgodni, czy kryzys globalny, rozpoczęty kryzysem bankowym w 2007 roku zakończył się już, czy czeka nas jeszcze drugie dno w latach 2011-12.

Zaostrzone przez banki polityki kredytowe powodują, że tylko najlepsze firmy są w stanie pozyskać kredytowanie w krótkim okresie. Sytuacja ta stwarza jednak doskonałe warunki rozwojowe dla tych firm, które są w stanie przekonać inwestorów i banki, że obrane przez nich strategie nie tylko wygenerują pozytywne wyniki ekonomiczne w krótkim okresie, ale także przyczynią się do trwałego wzrostu wartości firmy.

W każdym cyklu koniunkturalnym motorem gospodarczym wzrostu są firmy, które odpowiednio wcześnie potrafią:
(1) dostrzec możliwości rozwojowe,
(2) zidentyfikować nośniki wartości,
(3) uwzględnić je w swojej strategii,
(4) pozyskać źródła finansowania.

Grupa kapitałowa stoi obecnie w obliczu rewolucji technologiczno-społecznej, która powoduje, że dotychczasowe modele biznesowe muszą ulec radykalnej zmianie.

Tradycyjne firmy w branży, które przez ostatnie 20 lat generowały dodatnie strumienie pieniężne znajdują się obecnie w schyłkowej fazie życia. Próbują zmierzyć się z wyzwaniami technologicznymi i znaleźć patent na model biznesowy generujący wartość w długim okresie i dodatnie przepływy w krótkim.

(kilka paragrafów wyciętych, bo odnosiły się bezpośrednio do firmy której oferowałem to szkolenie)

W kontekście tych rewolucyjnych zmian, zrozumienie przez menedżerów w jaki sposób budowana jest wartość firmy i w oparciu o jakie nośniki wartości jest najważniejszym kluczowym czynnikiem sukcesu.

Szkolenie zostało zaprojektowane tak, by przedstawić nie tylko teoretyczne podstawy kreowania wartości, ale dać uczestnikom praktyczne narzędzia do wykorzystania w codziennej pracy

itd. itp…

Szkolenia nie dostałem… Klient zamówił szkolenie o tej samej nazwie u pewnego profesora. Zamiast praktycznych warsztatów, dostali teoretyczne wykłady. Zamiast refleksji nad modelem biznesowym i wdrożenia innowacyjnych strategii by ten model odmienić, zaczęli ciąć koszty, bo wedle pana profesora wartość firmy buduje się przez zysk. Po dwóch latach restrukturyzacji wyniki księgowe co prawda odrobinę się poprawiły, ale cały czas spada sprzedaż. I gdy nie mają już pieniędzy by inwestować w nowe technologie, przychodzą po to samo szkolenie.

Tym razem musiałem odmówić, bo (1) zbyt późno w cyklu życia firmy i (2) odeszli najlepsi ludzie (albo zostali zwolnieni) i (3) akurat w tej chwili trzeba innych strategii, bo faza cyklu makroekonomicznego jest inna.

Advertisements

7 myśli na temat “Czy byłem prorokiem?”

  1. Poprzedni komentarz należał do mnie zapomniałem wypełnić pole z nazwą i mailem. Przepraszam za usterkę 🙂

  2. Wydaje mi się , że wiem o co teraz chodzi. Wspomnianej firmie brakowało alternatywnych źródeł dochodu. Nie wiem czy się Pan ze mną zgodzi ale chyba Harley Davidson jest dobry w te klocki. Dealer Harleya w Warszawie sprzedaje jeden motocykl rocznie. Więc sama sprzedaż motocykli wielkich zysków firmie nie przynosi. Firma ta zarabia ogromne pieniądze na płynach, lakierach, obiciach,częściach a nawet chyba na dezodorantach(z marką harley oczywiście). Jeśli to zły przykład proszę mnie skorygować…

    1. Przykład Harleya jest trochę odmienny. Nadal jest zapotrzebowanie na jednoślady i ta branża nie umiera – jest dość stabilna… Dla producentów motocykli o dużym udziale w rynku jest dojną krową. Zagrożeniem dla nich może być tylko, pojawienie się nowego konkurenta, który będzie w stanie szybko pozyskać udziały w rynku kosztem istniejących (Honda, Kawasaki, itd. itp.)

      Harley okupuje niszę rynkową. Wysokie ceny i marże zysku są wynikiem ekskluzywności – by produkt był ekskluzywny, nie może mieć dużego udziału w rynku, bo wtedy spowszednieje… Harley – tak jak Ferrari – obudował swoją markę gadżetami i filozofią. Na gadżetach mają dodatkowy zarobek, a dzięki odpowiedniej filozofii wpojonej użytkownikom – mogą uzyskiwać wysokie marże na części (czy naprawdę tłok w cylindrze musi być oryginalny?).

      Przypadek Harleya jest o tyle ciekawy, że wartość marki w bilansie wielokrotnie przewyższa roczne przychody firmy. Nie pisałem o tym na blogu, ale pamiętam że mam gdzieś materiały na wycenę wartości marki Harleya z okresu, gdy Rafineria Gdańska zamieniała swoją markę na Lotos. Jeśli Cię to interesuje, to spróbuję to odgrzebać w wolnej chwili

      1. Każda nowa informacja jest na wagę złota. Gdyby znalazł Pan czas żeby to odgrzebać to byłoby super. Może mi się to przydać na doktorat. Z góry dziękuję

      2. Rafał, poszukam – Harley jest o tyle ciekawy, że wycena marki przez Interbrand przekraczała znacząco łączną wartość aktywów. Pamiętam, że ilustrowałem Harleyem jakieś prezentacje o wartości marki, więc na pewno coś odnajdę. Ale dopiero, gdy mi w pracy przycichnie przez wakacje, bo teraz nie dam rady.

  3. Jednej rzeczy nie rozumiem, czego w zasadzie ta firma potrzebowała? Przyznam się szczerze że model biznesowy to pojęcie, którego na uczelni „jeszcze” nie słyszałem…? Więc zadaję sobie pytania:
    Chcieli dokonać wyceny przedsiębiorstwa i zmian polityki finansowej? Potrzebowali specjalisty od PR-u lub marketingu aby odświeżył ich markę? Czy może szukali najbardziej „szpanerskiej” oferty szkoleniowej, która miałaby podnieść morale wśród pracowników?? Po przeczytaniu pańskiego posta odnoszę wrażenie, że oni byli ze wszystkim do tyłu.

    1. Rafał, Ależ oni mieli specjalistów od PR i marketingu – nawet bardzo dobrych.

      Nie wystarczy odświeżyć opakowania – trzeba zmienić produkt w środku. Nie wystarczy też ciąć kosztów i mrozić budzety…

      Tak jak gazety miały model biznesowy, w którym płaciliśmy jako odbiorcy za informacje opublikowane w papierowym wydaniu, a wydawcy jeszcze zarabiali na zamieszczaniu reklam zmuszone zostały do poszukiwania nowych dróg monetyzacji (nowego modelu biznesowego), bo teraz dostajemy to samo z internetu za darmo i nie bardzo chcemy za to płacić. Gazety próbowały dodać coś więcej – film, książkę, płytę z muzyką… to poszukiwanie nowego modelu, dzięki któremu będą mogły zarabiać.

      Podobnie z telekomunikacją… Na szkoleniach pytam kto ma telefon stacjonarny w domu. Wczoraj pytałem – miała jedna osoba na 10. Dopóki TPSA nie zmieni modelu biznesowego, dopóty ludzie nie będą chcieli płacić za telefon stacjonarny… Reklama „rozum czy serce” nie wystarczy. Chyba, że będzie miała tani abonament za telefon, internet i telewizję, a rozmowy będą za darmo – wtedy być może będzie w stanie konkurować z sieciami kablowymi… Prawdopodobnie będzie musiała dać w tym abonamencie coś więcej, by klienci powrócili… To poszukiwanie takiego modelu biznesowego, w którym klienci będą chcieli płacić za druty miedziane telekomunikacji…

      Zobacz też jak zmieniły się modele biznesowe operatorów mobilnych. Początkowo, musiałem płacić za rozmowy otrzymywane tak samo jak i za rozmowy wychodzące. Teraz mam tysiące minut za darmo do wszystkich sieci w abonamencie i darmowy internet… Mogę sobie wybrać też operatora z pakietem minutowym albo kwotowym. Tu firmy GSM są wyjątkowo innowacyjne w zmianie modelu biznesowego, bo zmuszane są do tego przez ostrą konkurencję

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s