Sobota bardzo kulturalna

Miałem dziś wspaniały dzień. Po pierwsze w towarzystwie całej rodzinki, a po drugie naszpikowany atrakcjami – kulturalnymi, kulinarnymi, rekreacyjnymi i reminiscencyjnymi. Zaczęliśmy od wizyty na Borough Market. Potem krótki spacer wzdłuż Tamizy, wizyta w Vinopolis i Whisky Exchange, w galerii Saatchi by obejrzeć wystawę „Imperium kontratakuje”, wizyta w muzeum nauki by zobaczyć „1001 wynalazków islamskich”, wieczorem teatr by obejrzeć sztukę „Koń wojenny” i zakończenie dnia w chińskiej knajpie na Soho.

Poranne zaskoczenie

W drodze do metra nie mogłem się powstrzymać by nie pstryknąć zdjęcia:

Banksy na Essex Road
Banksy na Essex Road - czy jeszcze to grafitti, czy już sztuka, a może komercja?

Na bocznej ścianie jednego z budynków przy Essex Road dzieło Banksy`ego w oryginale.

Na wszelki wypadek lokalne władze chronią obraz specjalnym plexiglasem. Ciekaw jestem jak zabiorą się do remontu elewacji, gdy nadejdzie taka potrzeba. Czy właściciel budynku będzie musiał uzyskać zgodę konserwatora zabytków?

I wreszcie nurtuje mnie pytanie – w którym momencie kryminalny graficiarz staje się artystą i celebrytą? Patrząc na graffiti z bliska, muszę przyznać, że to jednak artysta.

I jeszcze jedno pytanie – Jak zarabia Banksy? Czy przypadkiem to dzieło nie zostało opłacone przez Tesco?

Wydawać by się mogło, że jest to drwina z supermarketyzacji naszej cywilizacji i że Tesco jest tu  atakowanym podmiotem.

Ja nie byłbym tego taki pewien. Mój mózg odbiera to jako „product placement”. Logo Tesco zostanie na tej ścianie przez lata – chronione przez władze Islingtonu, dokumentowane przez historyków sztuki i przez takich amatorów jak ja. Można je nawet podziwiać w Google Maps (166 Essex Rd, Islington, London, choć trzeba się cofnąć do numeru 162, by zobaczyć boczną ścianę Savemain Pharmacy). Po drugiej stronie znajduje się bardzo ciekawy budynek, w którym kiedyś było kino, a teraz czeka zamknięty na koniec recesji… gdybym był jego właścicielem, wiedziałbym co zrobić w środku!

A archeologowie przyszłości zastanawiać się będą nad kultem boga Tesco, którego symbol wciągany jest na maszt w trakcie porannego nabożeństwa.

Jakby to powiedział Gombrowicz „Banksy wielkim artystą jest„.

Nie dość, że potrafi malować takie rzeczy sprayem na ścianach, to jeszcze zna się doskonale na marketingu. A jak fama niesie, z wykształcenia jest tylko rzeźnikiem.

W ubiegłym roku bardzo chciałem zobaczyć co zmalował w muzeum w Brystolu. Ponoć to jego rodzinne miasto, a wystawę zorganizowano w pełnej tajemnicy. Nikt go nie widział, a władze muzeum nie miały pojęcia o tym, co ma się w ich szacownej instytucji wydarzyć – za wyjątkiem Pani Kurator, która podjęła ryzyko i nie wiedziała czy zyska rozgłos czy straci pracę. Niestety czasu zabrakło i musiałem pocieszyć się oglądaniem fotorelacji w internecie.

Pani kurator zyskała rozgłos, wystawę w ciągu miesiąca odwiedziło więcej osób niż muzeum w całej jego dotychczasowej historii, a w brystolskich hotelach nie można było zarezerwować pokoju. I to w czasie recesji!

W Gdańsku, pomimo ASP,  jakoś trudno napotkać artystę podobnego kalibru. Lokalne grafitti na Banditten Strasse we Wrzeszczu w żaden sposób nie dorównuje Banksy`emu (nawet zacząłem się zastanawiać czy go przypadkiem nie zamalowali, a może samo wypłowiało na wietrze – będę musiał sprawdzić po powrocie). Może czas by jakiś gdański graficiarz z talentem dogadał się z Ryan Air na sponsoring? Można byłoby pomalować choćby Stocznię Gdańską, a Michael O`Leary (warto nacisnąć na ten link by zobaczyć zdjęcie) zapewniłby ciekawy marketing i dowóz spragnionych kulturalnych wrażeń turystów swoimi jumbo jetami do naszej historycznej kolebki.

A może ktoś powinien podesłać linka prezydentowi Adamowiczowi?

Niestety, w Gdańsku obok wypłowiałego graffiti na ulicy Partyzantów, na miejscu historycznej zajezdni powstaje komunistyczny potworek w wykonaniu amerykańskim:

http://www.quattro-towers.pl/Tffu! ślina w gardle zasycha i aż się wracać nie chce. Takie szkarady będę musiał oglądać przez okno. Cóż, Gdańsk ma jednak inne atrakcje. Trzeba myśleć pozytywnie.

A na razie powracam do opisu pozostałych sobotnich przyjemności:)

Borough Market

Okolice Southwark na początku lat 80-tych nie były odwiedzane przez turystów. Bez łomu lepiej było nie zapuszczać się w boczne uliczki. Niedaleko, przy Elephant & Castle, w biały dzień ukradziono mi rower, mimo że przykułem go do barierki solidnym łańcuchem. Rynek Borough był tylko tanim rynkiem hurtowym i o poranku tonął w stosach śmieci, a bezdomni i bezrobotni przychodzili zbierać nadgniłe owoce i resztki niesprzedanej żywności. Wiadomo, hurtownicy w sztukach nie liczą i jeśli coś nie poszło, pozostawało na bruku. Znałem tą okolicę dość dobrze, bo w 1984 przejeżdżałem tędy rowerem w drodze do centrum, wieczorami chodziłem na kurs komputerowy do Southwark College, a kila lat później pracowałem przez ponad rok w okolicy – u dealera komputerów IBM (C/WP Computers, bo tak nazywała się firma wymaga zresztą odrębnego artykułu, bo takich marży jakie realizował IBM i tak wysokich kosztów dodatkowych usług nigdy już później nie widziałem. Było to mistrzostwo świata!)

Tym razem wizyta była bardzo przyjemnym zaskoczeniem. Wszystko pięknie odnowione, tłumy turystów, rynek tętniący życiem, na stoiskach same luksusowe produkty z różnych stron świata. Sery: szwajcarskie, francuskie, hiszpańskie, włoskie, angielskie, walijskie, irlandzkie, szkockie. Szynki: hiszpańskie, włoskie – wymieniać można byłoby bez liku. Świeże ryby, mięso zwierząt hodowanych w warunkach naturalnych, żywność organiczna, setki różnych chlebów, bułek i ciast.

Okolice Borough Market odnowione, zamożne i tętniące życiem. Ciekaw jestem ile w tym zasługi Simona Hughes`a, który od 1983 nieprzerwanie reprezentuje dzielnicę w Parlamencie (liberalny demokrata), a ile skutkiem samego położenia – jak by nie było to tylko po drugiej stronie Tamizy od londyńskiego City, czyli centrum finansowego świata.

Ciekaw jestem kiedy u nas na rynku we Wrzeszczu będzie można kupić takie czekoladki jak na zdjęciu:

Borough Market - Trufle i czekoladki na jednym ze stoisk
Borough Market - Trufle i czekoladki

Ze względów dietetycznych nie skusiłem się ani na te, ani na inne delicje. Zamiast tego zaspokoiłem swoje kubki smakowe tradycyjną brytyjską potrawą klasy robotniczej – Fish & Chips, czyli po naszemu rybą z frytkami. Teraz już o taką potrawę trudno w Londynie i niestety, nie jest już pakowana w gazetę. Dostałem ją w pięknym tekturowym pudełeczku z drewnianym widelcem i nożem.

Następnie zachęcony poniższym zakazem:

Zakaz spożywania alkoholu
Zakaz spożywania alkoholu i ostrzeżenie o wysokości mandatu

postanowiłem sprawdzić co może narazić mnie na konfiskatę alkoholu, areszt i mandat za 500 funtów. W okolicy znajduje się Vinopolis i The Whisky Exchange

Vinopolis
Vinopolis i Whisky Exchange

Przyznam szczerze, że takiej selekcji alkoholi pod jednym dachem jeszcze w życiu nie widziałem. Wina ze wszystkich kontynentów, ponad 80 gatunków rumu, ponad 150 gatunków wódek, koniaki i armaniaki począwszy od rocznika 1818, nie wspominając już o wszystkich dostępnych gatunkach whisky. Na dodatek, te droższe gatunki ze średniej półki można próbować, bo nie sądzę by dali mi nawet powąchać prawie 200-letniego trunku.

Jako że prawdziwemu dżentelmenowi nie wypada pić przed południem, nie wzięliśmy przykładu z nuworyszów i turystów próbujących trunki z pięknych karaf i kształtnych butelek. Mam natomiast adres sklepu internetowego, z którego wszyscy będziemy mogli korzystać, gdy tylko banki zaczną na siłę ponownie rozdawać kredyty hipoteczne. http://www.thewhiskyexchange.com/Vinopolis.aspx. Z takim wyborem rozumiem już dlaczego Anglia stała się narodem największych alkoholików. Jeszcze 20 lat temu winiarnie w Londynie można było policzyć na palcach jednej ręki, a w pubach można było kupić piwo tylko pomiędzy 17:00 a 22:45.

Sloan Square

Tu przypomniała mi się pewna książka i uświadomiłem sobie, że obecna wielokulturowość Londynu w połączeniu z globalizacją, McDonaldyzacją, Twitteryzacją i zarobkami w funduszach hedgingowych w ostatniej dekadzie spowodowały, że klasowy charakter brytyjskiego społeczeństwa odszedł na dobre do lamusa.

Zapewne nadal utrzyma się podział klasowy, którego nauczyła mnie koleżanka wyzywająca mnie od burżujów. Według niej społeczeństwo brytyjskie dzieli się na 3 klasy:

  1. Arystokracja – to ci, którzy zapatrzeni są w historię. Teraźniejszość jest dla nich zawsze znacznie gorsza od minionych dekad, bo z każdym dniem dziedziczony przez nich majątek jest coraz mniejszy – przejadany, zastawiany pod wakacyjne kredyty i przegrywany w karty.
  2. Burżuazja – to ci, którzy zapatrzeni są w przyszłość. Nie potrafią cieszyć się dniem dzisiejszym, bo wiecznie pracują, oszczędzają i inwestują by pomnażać majątek dla przyszłych pokoleń.
  3. Klasa pracująca – dla której nie jest ważne co było i to co będzie. Ważne jest by w piątek dostać wypłatę, przepić większość w pubie ciesząc się życiem, odespać w weekend i w poniedziałek powrócić do pracy by zarobić na kolejne piątkowe ekscesy.

A czy istnieją jeszcze Sloan Rangers opisani w tej książce?

Sloane Ranger Handbook
Sloane Ranger Handbook

Ostatnie wydanie pojawiło się bodajże w 1982 roku i nawet na http://www.amazon.co.uk nie można jej już dostać. Dzieci tej specyficznej klasy kolonizują teraz inne dzielnice i co w moich czasach byłoby nie do pomyślenia – niektórzy przeprowadzają się na południe od Tamizy!!! A żona mi podpowiada, że czytała niedawno w brytyjskiej prasie artykuł na temat konieczności przedefiniowania w języku angielskim pojęcia „klasy średniej”.

Galeria Saachi

Obejrzeliśmy trzy wystawy.

Zacznę od opisu najmniejszej i jednocześnie bardzo ciekawej. Otóż rozpisano konkurs szkolny na stworzenie krzesła z papieru. Najciekawsze prace zaprezentowane są na ścianach – takie same krzesełka: pomalowane, przyozdobione złotkami, świecidełkami, włóczką. Jedno tylko wyróżniało się na tle konkurencji i od razu ujęło mnie swoją koncepcją.

krzesła

Tego dzieciaka od razu zatrudniłbym na dyrektora kreatywnego. Ciekaw jestem czy dostał już jakąś ofertę?

Druga wystawa zatytułowana została „Imperium kontratakuje” Przedstawia selekcje prac młodych hinduskich artystów.

http://www.saatchi-gallery.co.uk/artists/the-new-india.htm – zachęcam do obejrzenia. Naprawdę warto!

Hinduscy artyści zadziwiają. Robią naprawdę ciekawe rzeczy. Z drugiej strony większości Europejczyków hinduska sztuka kojarzy się wyłącznie z Taj Mahal, ilustrowaną Kama Sutrą, prymitywizmem i religijnym kiczem. Jeżdżąc do Indii, z reguły oglądamy zabytki. To co zobaczyłem w galerii Saachi, to prawdziwy kontratak.

Nie dość, że hinduska Tata jest właścicielem Jaguara, większość programów komputerowych pisanych jest w Bangalore, Mumbaju i innych miastach w Indiach, to firma informatyczna Infosys ma największy uniwersytet firmowy na świecie. Od ubiegłego roku przyjmują co roku 15 tysięcy studentów-praktykantów. 3 hinduskie firmy wysyłają też 80% wszystkich aplikacji o wizy studenckie w USA. W ubiegłym roku pokazali, że oprócz tradycyjnych bolywoodzkich tasiemców potrafią robić świetne filmy (Slumdog Millionaire).  A tu jeszcze totalny atak na niwie sztuki. Oryginalnej, w przeciwieństwie do Chin, gdzie tysiące młodych artystów perfekcyjnie kopiuje dzieła europejskich mistrzów.

I wreszcie trzecia wystawa – wybrane prace 20 artystów z 9 krajów ze zbiorów Simona Franksa i Roberta Sussa. Ta wystawa najbardziej podobała się mojemu synowi. Cała kolekcja liczy ponad 150 prac 50 artystów z 16 krajów i dobierana jest przez dwóch profesjonalnych kuratorów. Rozumiem kryteria wyboru mojego syna, choć mnie jako amatorowi bardziej przypadły do gustu niektóre prace hinduskie.

Wśród wystawianych dzieł znalazły się m.in. prace tak uznanych artystów jak: Farhad Moshiri z Iranu, Os Gemeos z Brazylii, Sun Xun z Chin, Matthew Day Jackson z USA  i Boo Ritson z Wielkiej Brytanii. Pozostali to Fernando Gutierrez, Michael Vasquez, Jia Aili, Ryan McGinley, Mariana Mauricio, Chen Ke, Kentaro Kobuke, Steve Bishop, Kohei Nawa, Tomoo Gokita, Jon Pylypchuk, Li Jikai, Izumi Kato, Radhika Khimji i Kevin Francis Gray. Jak widać po nazwiskach – bardzo międzynarodowe towarzystwo.

Farhad Moshiri
Farhad Moshiri - Toothpicker, czyli dlubiący w zębach

Wybrałem z tej kolekcji tylko jedno zdjęcie, bo jest ono edukacyjne także dla niektórych polskich polityków i biznesmenów.

Po tej uczcie estetycznej przyszła pora na ucztę intelektualną. Piechotką przeszliśmy ulicami rozgrzewającymi wspomnienia na South Kensington do Muzeum Nauki.

Science Museum

http://www.sciencemuseum.org.uk/

Chciałem przede wszystkim zobaczyć wystawę 1001 wynalazków Islamu, która pokazuje wkład Arabów w rozwój nauki. Wystawa jest dość ciekawa, choć nie podobała mi się konwencja w jakiej ją zrealizowano. Równie dobrze można zapoznać się z zawartością wystawy przez internet: http://www.1001inventions.com/. Natomiast pozostałe wystawy warte są obejrzenia – tutaj zostaliśmy wyproszeni przez strażników, jako że muzeum było już zamykane.

War horse

National Theatre – New London Theatre


Fabuła co prawda taka sobie, ale kukły koni i sposób animacji rewelacyjny. Naprawdę warto zobaczyć.

Dla mnie najciekawsze było odkrycie jak mózg płata nam figle. Po kilkunastu minutach przestałem zauważać operatorów kukieł i widziałem już tylko „realne” konie na scenie.

U Chińczyka

Po tak interesującym dniu, trzeba było się wreszcie posilić. Wybraliśmy prostą chińską restaurację, gdzie bez zbytnich fajerwerków można dobrze zjeść.

Jedno mnie trochę zastanowiło – W Polsce mamy innych Chińczyków. Nie chodzi tylko i inny język – Chińczycy trafiający do Polski mówią z reguły po mandaryńsku, a Ci w Londynie głównie po kantońsku. Ale zauważyłem przede wszystkim inny standard zachowania wobec klienta. W skrócie można to podsumować następująco: w Polsce są chińskie restauracje, w londyńskim Soho – chińskie odpowiedniki McDonalda. Szybko, sprawnie, standardowo, bezgłośnie i komunalnie.

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Sobota bardzo kulturalna”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s